Czasem myślę sobie, że wszystko jest po coś. Każde nasze zdarzenie, nic co nas spotkało nie wydarzyło się przypadkiem. Wszystko jest zazębione o siebie jak w kole zębatym. Wszystko jest gdzieś zapisane przez Boga. Tak samo jest ze szkołą. Być może każdy z nas inaczej ją przeżywa, by w przyszłości stanąć przez różnymi zadaniami. Każdego szkoła wychowała inaczej, ugruntowała inną osobowość, byśmy dali sobie radę w różnych sytuacjach. Tak naprawdę to chyba całe nasze życie jest jedną wielką szkołą. Każdego uczy czego innego: jednego poczucia własnej wartości, innego szerokiej gamy umiejętności, jeszcze innego wrażliwości na piękno, na drugiego człowieka… Wszystkich nas jednak jednego: pokory. Wszyscy chcemy być szczęśliwi, ale wszyscy gmatwamy się w pychę, która nas skutecznie od tego szczęścia odciąga. Dopiero takie małe, bolesne wydarzenia, albo i te duże – takie „kopniaczki pokory”, przypominają nas, kim tak naprawdę jesteśmy i jak niewiele mamy do powiedzenia na tym świecie…