Obecnie przeglądasz archiwa dla kategorii Szkolnictwo.
Coraz więcej badań potwierdza nam regułę: „Jesteś tym, co jesz”. Niesamowicie ważne jest, co podajemy dzieciom – one wciąż się rozwijają, także na poziomie umysłowym. Nie można wiec lekceważyć ich posiłku podczas przerw w szkole. Co będzie dla nich najlepsze? Na pewno trzeba zrezygnować z kieszonkowego do szkolnego sklepiku – nie znam dziecka, które mając takie pieniądze kupiłoby owoc, czy dietetyczne, pełnoziarniste ciasteczka. Najczęściej wybierają czekoladowe batony, chipsy, żelki… Smaczne, ale potwornie niezdrowe. Co zrobić? Najlepiej samemu przygotowywać jedzenie dla dziecka i konsekwentnie pilnować, by zostało zjedzone. Najlepszy będzie owoc – banan, jabłko, brzoskwinia i wartościowa kanapka – na przykład z pełnoziarnistego pieczywa z serem, warzywami… Wystarczy odrobina przypraw i nietuzinkowe zestawienie produktów i „zdrowe staje się pyszne”! Można dodać sok lub wodę mineralną. Najważniejsza tutaj jest jednak edukacja – mówmy dziecku, co jest dla niego dobre, a co nie i dlaczego.
W mediach, w szkołach, obecnie dosłownie wszędzie jesteśmy zalewani nagonkami, aby kłaść nacisk na naukę języków przede wszystkim dzieci, ale i nas – dorosłych. Język dodatkowy stwarza nam dzisiaj możliwości, a nawet stanowi podstawę jakiejkolwiek komunikacji – czy to w firmie, czy przy wyjeździe, czy nawet na wakacjach. Patrząc na własne dzieci, chcemy dla nich dobra, więc stoimy przed wyborem formy nauki języka. Najczęściej są dwie opcje: szkoła języków obcych lub lekcje indywidualne z nauczycielem. I jednak i druga opcja ma swoje wady i zalety. Chcąc wysłać dziecko do szkoły językowej, musimy pamiętać, że opierają się na różnych metodach nauczania – warto je wcześniej sprawdzić. Zajęcia odbywają się najczęściej w kilkuosobowych grupkach; są zadania domowe jak w zwykłej szkole. Jeśli chodzi o lekcje indywidualne, są często droższe o szkół, zapewniają jednak zajęcia „sam na sam” z nauczycielem, edukację dziecka stosowną do jego własnych możliwości i umiejętności.
Patrząc na program zajęć przedszkolnych, niemal w każdej takiej placówce znaleźć można rytmikę. Są to zajęcia prowadzone przez osobę wykształconą muzycznie i pedagogicznie. Sama rytmika stanowi element edukacji muzycznej. Czego można nauczyć takie małe dzieci? – ktoś powie. Ano całkiem sporo. Okazuje się bowiem, że właśnie w takim wieku dzieci często są w stanie zapamiętać najwięcej piosenek, wierszyków; poza tym taka edukacja znacznie poszerza ich horyzonty, uczy koordynacji ruchowej, współpracowania z rówieśnikami (wiele zabaw ma charakter grupowy), a także umiejętnego spędzania czasu wolnego podczas wartościowej rozrywki. Edukacja taka ma zapewnić dziecku rozwój osobisty; umysłowy, a przede wszystkim psychoruchowy. Może pobudzić jego procesy myślowe, pamięć. Tak naprawdę, jeśli zajęcia rytmiki są przeprowadzane przez naprawdę kompetentną osobę, mogą stać się zalążkiem nawet kształtowania talentu dziecka – jeśli takowy się ujawni i stanowić podstawę do dalszej nauki.
Będąc rodzicami i patrząc na dzisiejszy system szkolnictwa, a może po prostu an nasze własne dzieci, najczęściej o błędy wychowawcze obwiniamy szkolę, nauczycieli. Zapominamy, ze to my jesteśmy pierwszymi wychowawcami naszych pociech. Ktoś powie: dlaczego ja? Do edukacji służy szkoła! Ja niczego syna nie uczyłem. I tu nieprawda. Może nie uczyłeś w sposób celowy ale niezależnie od ciebie, twoje dziecko przejęło twoje zachowania, uczyło się od ciebie jako autorytetu. Rodzice są pierwszymi nauczycielami dziecka – mają mu zapewnić bezpieczeństwo, sprawić, ze w przyszłości odnajdzie się w grupie rówieśników, będzie czuć się kochane, ale i będzie się od niego wymagało. Dlatego tak ważne jest, aby rodzice zdawali sobie sprawę z tego, co robią i jaki przykład dają własnej latorośli. Nasze dzieci bowiem, idąc potem w świat własnym zachowaniem odbijają nie szkołę, ale nas – swoich pierwszych nauczycieli… To ogromna odpowiedzialność, którą jednak trzeba podjąć.
Edukacja jest ogólnie przedstawiana jako proces niesamowicie ważny, a może najważniejszy w kształtowaniu młodego człowieka. Szkoła kojarzy nam się w instytucją „wszechwiedzącą”, nieomylną. Ale zastanówmy się, czy tak jest naprawdę? Pewnie ilu ludzi, tyle opinii. Ja sam pamiętam sytuacje, gdzie myślałem, że o mojej szkole można było powiedzieć wszystko, tylko nie to, że czegoś nas uczy. To tam rozwijały się środowiska narkomanów, tak uczyliśmy się naśmiewać z autorytetów – przy niekompetentnej nauczycielce, to tak czuliśmy się odrzucani i pomijani, kiedy niesprawiedliwie ktoś nas ukarał. Myślę, że każdy z nas ma takie doświadczenia. Paradoksalnie każdego z nas szkoła nauczyła czego innego – jednych prawd życiowych, innych pokory, jeszcze innych suchych regułek, do niczego nieprzydatnych w życiu. Szkoła ma wiele odcieni, według niektórych ludzi same negatywne. Myślę, że tak już zostanie i żadna, nawet najlepsza reforma edukacyjna tego nie zmieni. Jedno jest pewne: szkoła naprawdę uczy.
W dzisiejszym świecie, coraz bardziej popadającym w ruinę pod względem ekologicznym, termin „edukacja przyrodnicza” brzmi jak marny dowcip. Myślimy sobie: może kilkadziesiąt lat temu coś takiego zdałoby egzamin, nie dziś, gdy właściwie nie ma o czym się uczyć – zwierzęta wymierają, dzikie „łona natury” zastępowane są przez fabryki, o „krystalicznie czystej wodzie” lepiej już nawet nie wspominać – wystarczy popatrzeć na stan polskich rzek i jezior. Mimo tego wszystkiego edukacja przyrodnicza naprawdę ma sens – zmieniła go tylko na przestrzeni lat. Jak kiedyś uczono o pięknej polskiej naturze, różnorodności gatunków ptaków i drzew, tak dziś do tego dochodzą elementy edukacji chroniącej przyrodę, a więc, alternatywne źródła energii, nowatorskie rozwiązania technologiczne idące w zgodzie z naturą, itd. Nie dziwmy się więc, gdy dziecko, oprócz wiadomości o długości dzioba bociana przyniesie do domu także te o elektrowniach wiatrowych. Edukacja ta nie obejmuje jedynie uczniów ale i nas – dorosłych.
Mimo, że obecnie szkoła coraz bardziej skłania się ku uczeniu, w sensie przekazywania wiedzy, duże grono ludzi pragnie uczniów także wychowywać. Ale jak to zrobić? Przede wszystkim według zasady: „aby dać, trzeba mieć”. Co to znaczy? Jeśli chcesz przekazywać wartości kolejnym pokoleniom, sam musisz je posiadać. Jeśli chcesz mówić o uczciwości – sam musisz być uczciwy. Jeśli doradzać w problemach – samemu być na tyle kompetentnym, by przez przypadek kogoś nie zranić. Stąd wniosek, o którym bardzo często się zapomina – mówiąc o szkole, edukacji, w pierwszej kolejności trzeba wymagać od nauczycieli, potem od uczniów. Aby przywrócić utracony przez lata autorytet profesorów, trzeba znów ukazać ich jako wzór. By jednak byli wzorami, najpierw sami muszą zacząć nad sobą pracować. Szkoła mogłaby organizować nawet specjalne kursy, może rekolekcje, spotkania z ciekawymi ludźmi… Człowiek uczy się przez całe życie – nie tylko uczeń ale i nauczyciel.
Szkoła jako instytucja od lat zmaga się z tym samym problemem – jak uczyć, przekazywać wiedzę, by oprócz tego jednocześnie młodych ludzi wychowywać? Jan Paweł II za edukację uważał nie tylko „przelewanie” konkretnej wiedzy, ale i – może przede wszystkim – wychowywanie odpowiedzialnego, wartościowego człowieka. Słowa i przekaz piękny, ale czy jest w ogóle możliwe coś takiego z pryzmatu dzisiejszych szkół? Szkół, gdzie bardziej od dzieci zmęczeni są nauczyciele, gdzie podstawa programowa, mimo ciągłych zmian, wciąż w wielu przypadkach jest bezsensowna, gdzie uczy się rzeczy, często zupełnie nieprzydatnych… Tak, jest to możliwe, ale bardzo trudne. I tutaj wszystko w rękach właśnie nauczycieli i wychowawców, a także dyrekcji. To oni mają władzę zdecydować, jak kształtuje się dziecko, mimo odgórnych zaleceń Kuratorium Oświaty. To dzięki nim dziecko może zostać wychowane, ale i zdeprawowane… Dlatego tak ważna jest ich rola w dziele edukacji.
Jeśli ktoś spyta swoją leciwą, acz żyjącą jeszcze babcię, czy szkoła na przestrzeni tych wszystkich lat cokolwiek się zmieniła, chyba nie ma staruszki, która powiedziałaby coś innego niż: „tak, jak najbardziej”. Młodzi ludzie na ogół tego nie dostrzegają, przyzwyczajeni do takiego porządku rzeczy, jednak warto pamiętać, że kiedyś wizerunek szkoły był zupełnie inny. Co się zmieniło? Oczywiście, przede wszystkim same budynki szkolne, które dziś muszą już spełniać określone standardy (a i do tej pory niektóre z nich mają z tym poważny problem), ale także… ludzie. Głównie chodzi o nauczycieli. Kiedyś – największy autorytet, z którym liczyć musieli się wszyscy – i dzieci i rodzice; dziś – coraz bardziej znieważany „pracownik szkoły”, którego można owijać wokół palca. Oczywiście – nie wszędzie, jednak z biegiem lat w większości przypadków. Mając na myśli ludzi, nie sposób przedstawić różnice w atmosferze szkoły – dziś coraz większej wylęgarni przemocy, młodocianych przestępców, kiedyś – wspólnoty, rodzącej nawet długowieczne przyjaźnie…
W życiu każdego młodego człowieka występuje kilka momentów kiedy musi podejmować decyzje związane z edukacją. Oczywiście decyzje te muszą być oparte na preferencjach oraz na zdolnościach każdego człowieka. Pierwszą poważną decyzją jest zdecydowanie o wyborze kierunku edukacji po zakończeniu gimnazjum. I właściwie już ta decyzja może w dużym, stopniu zaważyć na przyszłym życiu młodej osoby. Wtedy należy już pomyśleć o tym, co chciałoby się robić po zakończeniu edukacji czyli praca na jakim stanowisku i w jakiej branży byłaby odpowiednia dla danej młodej osoby. Oczywiście nawet w przypadku podjęcia błędnej decyzji nie ma problemu później ze zmianą ścieżki edukacyjnej ale wiąże się to ze stratą czasu więc lepiej podjąć przemyślaną decyzję. Drugim ważnym wyborem przed jakim stają młodzi ludzie jest decyzja o podjęciu nauki na studiach wyższych. Nie jest to łatwa sprawa i wymaga wiele pracy i poświęceń więc nie każdy się na to decyduje. Jednakże osoby decydujące się na studiowanie powinny dokładnie przemyśleć wybór uczelni na jaką zamierzają aplikować oraz kierunek studiów jaki ich potencjalnie interesuje.